• Foto nr 01.jpg
  • Foto nr 02.jpg
  • Foto nr 03.jpg
  • Foto nr 04.jpg
  • Foto nr 05.jpg
  • Foto nr 06.jpg
  • Foto nr 07.jpg
  • Foto nr 08.jpg
logo2

W czasie wywiaduPowiadają, że spotkać człowieka to szczęście, ale spotkać człowieka mądrego i dobrego to nadzwyczajne szczęście – dziś niemal graniczące z cudem. W dniu 21 lipca br. miałem sposobność przeprowadzić wywiad z Panem Mecenasem Arturem F., którego bogate a zarazem pełne doświadczenia życie uformowało go na człowieka myślącego, mądrego, dobrego, uczciwego. Tak więc mając sposobność postanowiłem zadać mu kilka prostych pytań na które otrzymałem iście filozoficzne a jednocześnie budujące odpowiedzi. Tytułem wstępu chcę zaznaczyć, że Panu Mecenasowi dziś liczącemu 89 lat życia, wciąż dysponującemu wspaniałą pamięcią, umysłem analitycznym, głęboką refleksyjnością, los nie szczędził chwil radości, ale o wiele więcej chwil cierpienia, bólu, osamotnienia. Tułaczy los nauczył go bardzo wiele. Urodzony w Warszawie, przeżywający dzieciństwo w Łodzi, potem w okolicy Miechowa, gimnazjum w Szczecinie, studia prawnicze w Łodzi - przeżył wiele chwil graniczących z cudem. Na nieco dłużej ponownie zatrzymał się w Szczecinie, gdzie do 80. roku życia pracował najpierw jako sędzia, a potem jako radca prawny. Należy podkreślić, że smak wojennego i sierocego chleba ukształtował w nim serce wrażliwe, skore do pomocy drugiemu człowiekowi. Dziś z pewnym żalem dokonuje oceny współczesnych postaw ludzkich pozbawionych troski o drugiego człowieka, o Polskę, o Kościół, o wartości ludzkie i chrześcijańskie.

Ks. Jan Zimny (ks.jz). Panie Mecenasie dość często prowadząc wywiady stawiam na początku kilka prostych, ale istotnych pytań. Proszę powiedzieć, czy jest Pan Mecenas człowiekiem szczęśliwym?
Mec. A. F. Wielokrotnie w moim życiu przeżywałem sytuacje bardzo trudne z których zawsze wychodziłem zwycięsko. Świadomość ta z perspektywy czasu i oceny tamtych sytuacji daje mi dziś poczucie szczęścia. Zawsze byłem człowiekiem wewnętrznie wolnym, która to wolność, mimo pobytu w więzieniu jako student, dawała mi poczucie człowieka szczęśliwego. Tak pozostało do dzisiaj. Warto być człowiekiem wolnym, niezależnym i tu nie chodzi tylko o wolność w sensie zewnętrznym.

(ks.jz). Jakie wartości w życiu człowieka według Pana Mecenasa winny być najważniejsze?
Mec. A. F. W życiu człowieka istnieje szereg ważnych wartości bez których trudno sobie wyobrazić codziennego życia. Jeśli jednak mamy wskazać te najważniejsze wartości, to uważam, że wśród wielu należy wymienić wolność, dobro - nie tylko wobec człowieka, lecz każdej żywej istoty i całego środowiska. Moją dewizą życia są krótkie, ale istotne słowa: „Być dobrym człowiekiem”. Ponadto w naszym życiu ważny jest porządek, właściwa gradacja wartości. Są wartości ważniejsze i bardzo ważne. Nie możemy o tym zapomnieć.

(ks.jz). Wspominając dom rodzinny każdy z nas w pamięci ma swoje odniesienia do tamtych dni. Co wciąż powraca z tamtych lat, z domu rodzinnego, co wciąż napełnia serce Pana Mecenasa nową pozytywną energią, siłą, emocją?
Mec. A. F. W tym miejscu chcę przede wszystkim przywołać wspaniałą atmosferę w moim domu rodzinnym. Tonację tej atmosfery nadawała głównie moja kochana mama, także mieszkająca z nami ciocia. Niestety ojciec poszedł na wojnę i nie wrócił. Dziś z perspektywy czasu często powracam do tamtych chwil ubogich materialnie, ale bogatych emocjonalnie, duchowo.

(ks.jz). Panie Mecenasie z perspektywy czasu człowiek na pewne wydarzenia, historię spoglada nieco inaczej. Powodem tego jest jego wzbogacone życie doświadczeniem, a tym samym mądrością, ale i wiedzą. Jak Pan Mecenas dziś by ocenił tamten fragment historii przedwojennej?
Mec. A. F. Moje dzieciństwo, moja młodość usłana była różnymi – często – bolesnymi doświadczeniami. Tułaczy los, łapanki, wzrastanie w ekstremalnych warunkach pełnych różnych zagrożeń, to wszystko nie powinno być podstawą do radosnych wspomnień. Także pobyt w więzieniu jako student pierwszego roku prawa – po ludzku sądząc – nie powinien być podstawą do satysfakcji, radości, dobrych wspomnień. Jednak dzięki odwadze jaką zawsze posiadałem wychodziłem z wielu sytuacji zwycięsko, a jednocześnie z satysfakcją, że pozostałem sobą, że nie złamano mi kręgosłupa. To zapewne zasługa życia i świadectwa postawy mojej mamy, mojej rodziny, przyczyniło się do tego kim dzisiaj i kim wtedy byłem.

(ks.jz). Czym się Pan Mecenas kierował w swoim życiu jako człowiek młody, którego historia losu i życia w tamtym okresie nie była łatwa?
Mec. A. F. Zawsze kierowałem się zdrowym rozsądkiem, uczciwością, dobrem, zasadami moralno-etycznymi. Nigdy nie miałem poczucia zmarnowanego czasu. Starałem się dany mi czas przeżywać tak jak Pan Bóg nakazał.

(ks.jz). Wiemy, że człowiek w świecie stworzonym ma na każdym etapie swojego życia określoną rolę do spełnienia. Czy dziś z perspektywy czasu Pan Mecenas może powiedzieć, że się spełnił jako człowiek?
Mec. A. F. Jako dziecko, jako człowiek młody miałem pewne marzenia. To rzecz naturalna. Marzenia dają człowiekowi nadzieję. I ja marzyłem o podróżach, o poznawaniu świata, o zdobywaniu szlachetnych ideałów. Z tych trzech – wydaje mi się – pozostałem przy ideałach. Chciałem być zawsze dobrym, uczciwym człowiekiem. Wydaje mi się, że udało się to marzenie, ten ideał wypełnić. Na ile to zostało zrealizowane, to niech już inni ocenią.

(ks.jz). W życiu społecznym każda grupa zawodowa ma swoją misję, swoje zadania do zrealizowania. Jaką rolę Pan Mecenas widziałby dla prawników w dzisiejszej sytuacji oprócz tej zawodowej?
Mec. A. F. Dziś istnieje wielki głód uczciwości wśród prawników. Jak obserwuję dzisiejszy świat prawniczy, to przeraża mnie postawa wielu sędziów i nie tylko sędziów w ich zachowaniu, myśleniu, orzekaniu. To grupa społeczna, która w szczególny sposób ma nieść pomoc drugiemu człowiekowi. Jako prawnik często świadczyłem pomoc prawną osobom biednym, chorym, doświadczonym życiowo. Dziś postawa – choćby niektórych sędziów Sądu Najwyższego - jest karygodna. Wielu z nich w ogóle nie powinno pracować w wymiarze sprawiedliwości. Czasem odnoszę wrażenie, że jest to grupa oszustów, naciągaczy, kłamców, karierowiczów. To jest naprawdę sytuacja tragiczna. Nie może tak dłużej być.

(ks.jz). Nie bez znaczenia w życiu ludzkim, życiu każdego społeczeństwa istotną rolę odgrywa Kościół. Dziś z wielu względów mamy dość specyficzną sytuację. Jaką rolę Kościoła w tej sytuacji widział by Pan Mecenas?
Mec. A. F. W tym miejscu z wielkim bólem muszę powiedzieć, że dzisiejszy Kościół zagubił swoją misję. Można i należy pytać: gdzie jest dzisiaj głos Episkopatu Polski w wielu kwestiach, sprawach, które winny być przedmiotem jego działania, obrony, apelu, troski. Wyniszcza się kapłanów, biskupów a Episkopat milczy. To nie było do pomyślenia w czasach o wiele trudniejszych, jakim były czasy PRL-u. Kościół nie może się bać, ale ma być odważnym i stawiać konkretne warunki, podejmować konkretne działania. Bardzo podoba mi się postawa bpa Marka Jędraszewskiego, który wielokrotnie z odwagą, mądrością zabiera głos w istotnych dla Kościoła i Ojczyzny sprawach. Nie wybaczył by dziś Episkopatowi kard. Wyszyński czy abp Tokarczuk takiej postawy jaką dziś reprezentuje Episkopat Polski. Co więcej wielu hierarchów zamiast bronić spraw Kościoła, stawać w obronie niewinnych kapłanów staje się ich oskarżycielami. Gdzie postawa kapłańska, ludzka, braterska? Dla mnie jest postawa wielce naganna i gorsząca. Wiemy, że dziś nadal istnieje piąta kolumna, którą należy nazwać po imieniu, a która wszystko robi, aby zniszczyć Kościół i poróżnić nas między sobą.

(ks.jz). Czy jest coś takiego z życia Pana Mecenasa do czego Pan często powraca?
Mec. A. F. Zawsze dla mnie istotną rolę odgrywał dom rodzinny. Dziś niestety domy rodzinne, to często niczym hotele, to często jakby noclegownie – bez ciepła rodzinnego, bez zasad, bez dobrego przykładu, bez zasad wychowania, bez wartości dających zapewnienie bycia dobrym człowiekiem. Mój dom rodzinny, to mocne wzajemne związki uczuciowe, to gniazdo pozytywnych, szlachetnych zasad i ideałów. Oby przyszła dla wielu rodziców refleksja, by poczuli i podjęli wypełniać swoje powołanie rodzicielskie we właściwy sposób. Chciałbym zaapelować do dzisiejszych rodziców by pamiętali, że lepiej jest „być” jak tylko „mieć”.

(ks.jz). Ponieważ wciąż moja praca związana jest ze środowiskiem studenckim o różnej profesji chciałbym zapytać w tym kontekście, co Pan Mecenas by radził ludziom młodym, by nigdy nie mieli poczucia zmarnowanego, straconego czasu, który przecież nigdy nie wróci?
Mec. A. F. Chciałbym radzić i życzyć ludziom młodym, by nauczyli się mądrze wybierać. Właściwy wybór czy to wartości, czy to drogi życia, czy osób, znajomych, czy rzeczy – to daje gwarancję bycia szczęśliwym. Nie chodzi tu o wartości jakieś czysto materialne, ale wartości konstytuujące postawę na dobrego człowieka. Wybory te winny ich prowadzić do poczucia dobrze przeżytego czasu, ale także do bycia człowiekiem dobrym jak chleb.

(ks.jz). Jaką perspektywę widzi Pan Mecenas dla Polski, Europy na najbliższe lata? Jakie życzenia Pan Mecenas chciałby złożyć Polakom, czego by one dotyczyły?
Mec. A. F. Oczywiście najpierw życzę moim Rodakom mądrości. Życzę także poczucia odpowiedzialności za losy Ojczyzny. Niech pamiętają, że dziś zagrożenia dla Polski są dwoistego rodzaju. Są tak zwane zagrożenia wewnętrzne, i tu mam na uwadze dawnych agentów, których wciąż nie brakuje we wszystkich sferach życia społecznego. To dawni, ale do dziś aktywni działacze NKWD, działacze SB, UB, i wielu innych nie koniecznie mających rodowód polski. Natomiast zagrożenie zewnętrzne istnieje podwójne: zarówno ze Wschodu jak i Zachodu. Mając na uwadze te dwa kierunki nie należy daleko szukać przedstawicieli tych środowisk.

(ks.jz). Dziękuję Panu Mecenasowi za poświęcony czas, za słowa i świadectwo życia.