• Foto nr 01.jpg
  • Foto nr 02.jpg
  • Foto nr 03.jpg
  • Foto nr 04.jpg
  • Foto nr 05.jpg
  • Foto nr 06.jpg
  • Foto nr 07.jpg
  • Foto nr 08.jpg
logo2

Stracony czasPrzed laty kard. A. Bertram w jednej z książek napisał: „Nigdy nie wróci zmarnowany czas”. Ale czy w życiu człowieka możemy mówić tylko o zmarnowanym czasie? Ktoś w rozmowie ze mną przed paroma tygodniami powiedział: „kto żył za komuny, a chwali ten system, ośmiesza się bardziej niż pies goniący własny ogon”. A, może to nie my zmarnowaliśmy czas, lecz ktoś go nam zmarnował? Oto jest pytanie. Jest rzeczą oczywistą, że stracony czas nigdy nie będzie odnaleziony, i nic tak bardziej nie boli jak właśnie stracony czas. W tej sytuacji warto też zapytać: kogo ukarać jeśli byłby to czas nam zmarnowany? Nie jest łatwo, gdy ktoś ma głęboko w poważaniu nasze poświęcenie i nasz stracony czas. Ten epizod refleksji prowadzi do rzeczywistości bliskiej każdemu z nas – okresu pandemii. Od początku tej sytuacji skrzętnie obserwowałem życie, skrupulatnie przeglądałem ukazujące się teksy, wnikliwie wsłuchiwałem się w słowa spotykanych mi osób różnych profesji i od początku coś mi nie „grało”. Nie chodzi o muzykę. Brak mi było w tym wszystkim pewnej logiki, brak było mądrych i przemyślanych, ale i sprawiedliwych uzasadnionych logicznie decyzji. Więc o co chodziło i wciąż chodzi w tym co określamy mianem pandemii? Mnie osobiście chodzi o bilans straconych nie tylko dni. W tym bilansie – jak łatwo się przekonać - kryje się wiele smutku, tragedii, rozczarowań, zwątpienia, karykatury zachowań pewnych osób i czegoś to jeszcze… Trzeba jasno i odważnie prawdę wypowiedzieć, że są w ojczyźnie rachunki krzywd, których już ich nikt nie naprawi. A jest ich tak wiele. Czy ktoś za to odpowie? Czy ktoś zda z nich rachunek sumienia? Popatrzmy i pomyślmy.

Czasem tak jest, że nagle świat staje do góry nogami i wtedy choć źle nam z tym zbyt łatwo się godzimy. Pamiętamy jeszcze? - był marzec, a potem następowały kolejne dni i tygodnie, a w nich wielki narastał strach, lęk przed czym? - koronawirusem. Czy statystycznie były aż tak wielkie powody? Bynajmniej. Daliśmy się zastraszyć, ogłupieć, zaszokować, zmanipulować. Chodziliśmy jak obłąkani. Dlaczego? Z lęku przed śmiercią? Wtłaczano nam w mózgi co winniśmy robić, jak się zachowywać – traktowano nas jak pozbawionych rozumu, faszerowano nas treściami co mamy jeść, pić, ile czego, w jaki sposób. Do dziś słyszę, pięć razy dziennie warzywa! Powstał nowy „katechizm” naszego życia. Kto jest jego autorem? Czy ten z lat szkolnych nie stał się już nam zbędnym? Czy chociaż na chwilę pomyślałeś, co to wszystko znaczy? Zamknięto nas bez wyroku. Zamknięto nam usta, przestrzeń do normalnego życia. Ograniczono prawa do wolności, wyznania wiary, udziału w kulcie religijnym. Czy tylko po czasach komuny będzie można powtarzać słowa spotkanego człowieka: „kto żył za komuny, a chwali ten system, ośmiesza się bardziej niż pies goniący własny ogon”. A co powiemy o czasie o którym wyżej mowa? Ludzkie słowa stały się ważniejsze jak słowa Boga. Nawet wśród biskupów nastąpiło zagubienie. Jaka sentencja zapisze się w historii? Czy tylko to, że był to czas stracony? Bynajmniej. Pokazaliśmy na co nas stać, kim i jacy jesteśmy – niczym barany na rzeź prowadzone. Gdyby ktoś nakazał w tym czasie (jak nam niegdyś w wojsku), że trzeba liście na drzewie malować, mogę już sobie wyobrazić wielkie tłumy z pędzlami. Niemal wszyscy w duchu ślepego posłuszeństwa podejmowali by polecenia. Ogłupienie przekroczyło wszelkie granice wyobraźni. Wielu na wioskach idąc samotnie z dala od ludzi, świata żywego, wędrowało w masce. Powstało nowe przykazania. „Pamiętaj: abyś zawsze i wszędzie nosił maskę”. Pewno już nie tylko tę na twarzy. A, kto pomyślał o przykazaniach danych odwiecznie ludzkości? „Abyś dzień święty święcił?” Kazano nam nie uczestniczyć przez media we Mszy święty lecz oglądać. Proszę zauważyć do czego sprowadzono Mszę świętą do oglądania. Paranoja. W jednym momencie sacrum zamieniono na profanum. Gdyby zachowywano przykazania Boże, pewno dziś żadna pandemia nawet w umysłach naszych by nie zaistniała.

No i przyszedł czas na podsumowanie. Można by jednym zdaniem dokonać podsumowania. Być może były by to gorzkie słowa, może nawet poniekąd obraźliwe - ale prawdziwe. Nawet barany w arce protest podniosły, że nie są wcale głupsze niż osły. A my? Do dziś widzę paranoiczne sytuacje na ulicach, w samochodach – jak ludzie się uzależnili, stali się nieobliczalnymi nałogowcami. Jak maska stała się dla nich „bożkiem” często w miejscu absolutnie - pod żadnym względem - nie uzasadnionym. Bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce mieć każdy. I cóż pozostaje innego dla wielu, jak przejąć gotowy pogląd od innych, zamiast wypracować go samemu. Nie wystarczy przyjmować „mądrości” od innych, ale trzeba je samemu kształtować. Powracając do podsumowania – to nie gospodarka odniosła największe straty, to nie kultura i nauka zaniechała wiele zadań. To człowiek w swej postawie zdziczał, zaczął bać się samego siebie, swoich bliskich, krewnych, przyjaciół. Ten stracony kapitał nie powróci. Pokazaliśmy naszą giętkość nie tyle człowieczeństwa co pustkę naszego ducha. Od dzieciństwa mi mówiono, że orły latają samotnie, barany chodzą stadami. I ta odwieczna zasada mądrości została naruszona. Mądre orły – chociaż ich wiele nie było w stada się gromadziło, a barany stada pogubiły. Niech wystarczy tych upiornych dotkliwości. Ale przecież należy być świadomym, że prawda to prawda, a panika to wiadomo. Drogi Czytelniku – szczególnie Ty zagubiony, wystraszony, zalękniony –naucz się doceniać to, co masz, zanim czas sprawi, że docenisz to, co miałeś.

Amicus