• Foto nr 01.jpg
  • Foto nr 02.jpg
  • Foto nr 03.jpg
  • Foto nr 04.jpg
  • Foto nr 05.jpg
  • Foto nr 06.jpg
  • Foto nr 07.jpg
  • Foto nr 08.jpg
logo2

Jezus żyje żyj i TyPrzyszedł już czas na rachunek sumienia. Wszak przecież jesteśmy w okresie Wielkanocy. Jaki to bilans serca i sumienia mamy? Czy miniony czas da nam radość, wewnętrzny spokój i przekonanie o słusznym działaniu, czy wyrzut sumienia pozostający do końca naszych dni z racji tchórzostwa i wygodnictwa? Zapewne przy lekturze tego tekstu niejeden będzie ‘zemścił’, inny uzna racje, ktoś inny głęboko przemyśli swoją postawę. Chcę uprzedzić czytelnika, iż dla jasnego wyrażenia postaw zostaną użyte wyjątkowe słowa – za co z góry przepraszam. Niemiej chcę dodać, że będą to cytowane słowa, usłyszane w okresie tzw. pandemii. Pomimo, że był to czas poważnych ograniczeń w przemieszczaniu się, dane mi było spotkać w wielu zakątkach Polski osoby, które nie tylko w moim odczuciu stały się bohaterami wiary, świętości, prawdziwymi świadkami Zmartwychwstania. Niestety inni także stali się „bohaterami” tchórzostwa, lęku, wygodnictwa, zdrady Chrystusa. Długo zastanawiałem się jak pogrupować spotkanych bohaterów jednej i drugiej sceny życia? Dokonałem swoistego rodzaju podziału ze względu na sposób i motywację zachowania wynikającą z wiary w Boga. W sumie można wyróżnić pięć głównych postaw. Smutne jest to, że znoszone restrykcje  dotyczą wielu obiektów, instytucji, ale nadal zakazy pozostają wobec świątyń jakby to była celowa akcja lub zaprojektowane działania. Okazuje się, że galeria, kino, teatr ważniejsze od kościoła.

1. Mędrcy „Wschodu”– ci nie licząc się z dyrektywami, rozporządzeniami, zarządzeniami kierowali się własnym sumieniem, autentyczną wiarą, troską o zbawienie, otrzymaną misją na chrzcie świętym i podczas innych sakramentów. Wielu z nich uformowanych w duchu tradycji i wierności Bogu i Kościołowi przez rodziców, wychowawców czuli potrzebę wypełniania swojej świętej powinności. Nie bacząc na ludzkie zakazy i nakazy kierowali się rozsądkiem płynącym z wiary, potrzeby obecności Boga w ich życiu. Organizowali życie modlitewne, sakramentalne, sakramentalia, w taki sposób. w jaki było to możliwe. Wielu z nich doznało upokorzeń, kar, upomnień, co poczytali sobie za wartość dodaną. Wśród nich byli i mundurowi. Gdy napływał donos wpierw kierowali się w inne miejsca, by dojeżdżając na miejsce zgłoszenia już było po nabożeństwie. Jechali, bo musieli, ale swoją godność zachowali.

2. Parafialne „osiołki”– to ci, co sami nie mając zbyt wiele możliwości w organizowaniu życia w zjednoczeniu z Bogiem dla siebie i innych, czynili wszystko, by pozostać w przestrzeni wiary. Wielu z nich uderzało wręcz o zamknięte ‘na głucho’ – niestety przez samych duszpasterzy, drzwi świątyni, z przywoływanym argumentem o stanie ilościowym. Z niejednych oczu i serca popłynęły gorzkie łzy żalu i smutku. Nie mówiąc już o tym, że za klamkę tak zamkniętego kościoła chwytały kolejno nawet setki osób, narażając się dodatkowo właśnie na zarażenie w kościele. Duchowni – tylko wy o tym decydowaliście. Bo któż to zamykał świątynię lub wyganiał wiernego ze świątyni – kapłan! Gorzka, ale prawda. Ci co tak czynili, chyba długo nie zaznają spokoju sumienia. „Osiołki” zaś, nie poddając się trudnościom, w uporze swego serca szukali prostych dróg do Boga, szukali mądrzejszych rozwiązań od tych, rzekomo słynących z mądrości tego świata. Szukali też mądrzejszych duchownych. Nieraz kilkadziesiąt kilometrów dalej. Mądrość - to życie, postawa, a nie funkcja czy stanowisko. Kto na dobre wysuszy te łzy rozczarowania wiernych? Na zawsze, a przynajmniej na bardzo długo, pozostaną rany, zadane przez mających przygarniać a nie oddalać od Boga. Z grupą naszych biskupów włącznie. A może nawet – na czele. „Osiołki” jednak po swojemu mocno pracowały, zrzucając z grzbietu kolejne przeszkody, by chociaż trochę zadbać o swoje podstawowe prawa, a jednocześnie, w miarę dopełnić swoich marzeń i dążeń.

3. Skryte lisy – ci by nikomu się nie narazić, „by wilk był syty i owca cała” przeżywali ten czas, szukając żeru dla siebie. Pandemia to dla takich dobra okazja, by coś zyskać, ale też nic nie stracić. Wielu z nich robiło wprost wrażenie wielkiej troski. Wywieszali pięknie brzmiące banery: „Parafianie – tęsknimy za wami”. Ale co z tej tęsknoty wynikało? Co dodatkowego było tam wymyślone i zaproponowane przez duszpasterzy dla wiernych? Może coś i było, ale można podejrzewać, że pozostała informacja dla wiernych, co przeżywają duszpasterze, a brakło, co mogą przeżywać wierni. Chyba znowu wygrywało wygodnictwo, nieróbstwo, samousprawiedliwienie. Dla tych, co z Bogiem się nie liczą, albo stawiają Go na dalszym miejscu w życiu, było to w smak, zaś prawdziwie spragnieni Boga jak to odczytywali? Kpina? Żart? Cynizm? Ironia? Może ci, co osobiście znali tych kapłanów, czuli więcej i głębiej. Ale inni, patrząc na baner, pozostawali z pytaniem w rozdartym sercu. Skryte lisy zadbały, by świątynie były jednak permanentnie zamknięte. Może zapomnieli słów: „Po czynach ich poznacie”.

4. Drapieżne wilki – to specjalna grupa wypełniająca swoje zadania w sposób perfekcyjny. Ich zadaniem było donosicielstwo na różne sposoby, w różnym stopniu. To znani specjaliści z minionych lat i epok, tzw. kapusie, zdrajcy. Wprawdzie pokoleniowo się wymienili, jednak wielu wiernie przejęło schedę. Nie tylko po ojcach. Czuwali by znaleźć pretekst doniesienia „władzy” o np. większej liczbie wiernych na danym nabożeństwie. Mieli potrzebę nie tylko dzikiej satysfakcji, ale chyba też, by zrobić dobre pieniążki. Potwierdzam, że poznałem takie sytuacje. Skryci, ukryci, zakamuflowani jako „spacerowicze”, mieli ciężki okres pracy. Zależało to od danego regionu – im więcej mędrców w danym regionie, tym więcej ich zaangażowania. Statystyki policji czy innych służb ukazałyby pewną prawdę.

5. Obojniaki - to pewna grupa, dla której sprawy religijne, sprawy wiary, zawsze pozostają obce. Ci wiodą życie zupełnie w oderwaniu od rzeczywistości. Dla tych najlepszą dewizą życia są słowa: „Byle do jutra”. Owa obojętność to współczesna odmiana znieczulicy, inni jednak - niezasłużenie acz uparcie - nazywają ją tolerancją. Obojętność mocno się u nas zadomowiła i uodporniła na błędy, konsekwencje, zdarzenia, ludzi. Ona zabija od wewnątrz a na zewnątrz trwa gra pozorów. Prowadzi do poważnego deficytu mądrości i odwagi. Takich też spotkałem. Kiedyś dokonali wyboru: „Bądźcie zimni albo gorący”. Poprzestali przy pierwszym. Być może nie są świadomi odwiecznej mądrości, że taka obojętność, to pierwszy krok do piekła, to broń osobowego rażenia, że faktycznie staje się to zatraceniem własnego człowieczeństwa. To ci, których spotkamy z butelką w ręku, to ci, dla którzy życie to diabelska przygoda. Obojętność to przyjmowana poza, która ma udowodnić otoczeniu, że coś co jest ważne, choć w rzeczywistości takie nie jest.

To tylko skrót myślowy. Nie sposób przedstawić tysiąca faktów obrazujących ludzkie myślenie, postawy, zachowania. Był to dla każdego egzamin z postawy życiowej. Na co zasłużyłeś i wobec kogo? Jeśli jeszcze tych kwestii nie przemyślałeś, to taka chwila przyjdzie. Może będziesz z nią walczył, a może będzie ci nową inspiracją, motywacją. Nie szukaj szczęścia na siłę - ono przyjdzie w odpowiednią porę, jeśli tylko zasłużyłeś. Czy już wiesz, do której grupy należysz? Nasze życie jest takim, jakim my sami je uczyniliśmy. Minione tygodnie to był sprawdzian życiowy. Dyplom odbierzemy w przyszłości –ale czy da nam promocję do innego życia? Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach. Czy wiesz, że w realnym życiu nie ma takich przycisków jak: przewiń, cofnij, zatrzymaj? Może w tym przypadku dla jednych będzie lepiej, by w ich życiu nic się nie zmieniło, a dla innych - by wszystko się zmieniło. Ale źle żyją, którzy ustawicznie żyć zaczynają. Przeżyć życie trzeba umieć, trzeba umieć patrzeć na świat. Musisz o tym wciąż pamiętać, że żyje się tylko raz, a jeśli to zrozumiesz nie musisz już się bać. To szczera prawda. A szczerość może i boli, ale przynajmniej wiesz, na czym stoisz. Wspaniałość człowieka to nie ilość nabytego bogactwa, ale jego prawość i zdolność do wywierania pozytywnego wpływu na ludzi dookoła.

Amicus