• 20180306_114307.jpg
  • 20180506_202237.jpg
  • 20180507_184304.jpg
  • 20180508_113817.jpg
  • 20180508_140322.jpg
  • 20180509_151605.jpg
  • 20180510_092047.jpg
  • img_1167.jpg

Szalai AttilaDokładnie 40 lat temu kardynał Polak, Karol Wojtyła został papieżem. Wielu z nas dokładnie pamięta ten dzień, to wydarzenie, ten wybuch radości, wszystkie okoliczności jakie wówczas towarzyszyły temu wydarzeniu. Każdy z nas mógłby w tym miejscu z należytą dokładnością opisać emocje jakie towarzyszyły temu faktowi. Nie ukrywam, że i w mojej pamięci ten dzień został szczegółowo utrwalony. Byłem wówczas alumnem trzeciego roku studiów filozoficzno-teologicznych w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu. Od początku konklawe wszyscy śledziliśmy niemal godzina po godzinie to, co wtedy działo się w Watykanie. Wprawdzie był to zupełnie inny czas – gdy chodzi o przekaz medialny – nie było Internetu, kontakt informacyjny był utrudniony, to jednak nie można było być pozbawionym na bieżąco takich informacji. Radio "Wolna Europa" było w tym względzie ostoją przekazu informacji. Był to początek kolejnego roku formacyjnego prowadzącego w przyszłości do przyjęcia święceń kapłańskich. W ówczesnym porządku seminaryjnym czas od godz. 14:00 do 18:30, z przerwą pomiędzy godz. 16:00 a 16:30 na podwieczorek, był czasem tzw. studium. Pomimo, iż wielu z nas oddanych było lekturze naukowej, nie mogliśmy pozbawić się „nadsłuchu” odnośnie konklawe. W pewnym momencie spiker stacji radiowej „Wolna Europa” zaczął podniesionym głosem krzyczeć, iż nad Kaplicą Sykstyńską unosi się biały dym, co oznaczało, że został dokonany wybór papieża.

Wszyscy na tę informację niemal zostaliśmy sparaliżowani. Z każdą chwilą przekonanie o wyborze papieża stawało się faktem. Po kilku minutach odezwały się stacje radiowe w Polsce potwierdzające ten fakt. Wciąż nie było wiadomo, kto został wybrany na papieża. Pamiętam doskonale, że od tego momentu w murach naszej Alma Mater dało się słyszeć okrzyki radości, entuzjazmu, wybuch pozytywnej emocji. Na korytarzach seminarium rozległ się dzwonek, który używany był jako sygnał przypominający o konkretnych i codziennych punktach porządku danego dnia. Wielu alumnów zaczęło śpiewać, inni biegali po korytarzach, wielu udawało się do kaplicy na modlitwę. Było to szał Bożej radości, połączony z ludzką radością. Po chwili dało się usłyszeć niezapomniane słowa:Annuntio vobis gaudium magnum: Habemus papam! (…)” Po uroczystym ogłoszeniu wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża, udaliśmy się do seminaryjnej kaplicy na specjalne nabożeństwo dziękczynno-błagalne. Z jednej strony płynął śpiew wdzięczności za wybór Papieża Polaka, a z drugiej strony wielka prośba o Boże błogosławieństwo dla nowo wybranego Ojca Świętego.

Ten fakt również i dziś wspomina wielu, szczególnie tych, którzy podobnie jak ja, żyjący wówczas w kraju komunistycznym, oczekiwali w nadziei na lepszy czas. I przyszedł ten upragniony czas, oczekiwany czas, choć wielu może zupełnie inaczej sobie go wyobrażało. Dziś z perspektywy 40 lat wspominają tę chwilę politycy, ludzie nauki, ludzie miast i wiosek, wierzący i niewierzący. I jak się okazuje, nie tylko Polacy wiele zawdzięczają św. Janowi Pawłowi II. Piękny artykuł na temat Papieża Polaka ukazał się dziś w węgierskim dzienniku „Magyar Hirlap”. Czytamy w nim:Gdyby nie było św. Jana Pawła II, moglibyśmy wciąż żyć w „komuniźmie z ludzką twarzą” - wspomina pisarz i były dyplomata węgierski, Attila Szalai w artykule „Moje spotkania ze świętym". Szalai w swoim tekście nawiązał do słów Johna O'Sullivana o tym, że upadek komunizmu w znacznej mierze zawdzięczamy temu, że trzy kluczowe stanowiska w świecie zajmowali naraz Ronald Reagan, Karol Wojtyła i Margaret Thatcher. Zdaniem autora tekstu w węgierskim dzienniku, bez Jana Pawła II dwoje świeckich członków tego tria nie dałoby rady uwolnić – pokojowo - Europy Środkowo-Wschodniej "z pazurów sowieckiego niedźwiedzia”. Attila Szalai przekonuje, że ludziom Zachodu trudno było wytłumaczyć istotę komunistycznego ucisku. „Karol Wojtyła wyszedł spośród nas, wierzyliśmy mu, znaliśmy go, a on znał nas” - wskazuje były dyplomata węgierski, wiele lat niegdyś pracujący w Warszawie. Jak dodaje, Bóg wyniósł kardynała Wojtyłę tam, skąd mógł pomóc mieszkańcom krajów zniewolonych komunizmem. Szalai podkreśla, że Jan Paweł II nie był co prawda politykiem, przynajmniej w klasycznym rozumieniu tego słowa, był nim jednak na tyle, na ile był nim Jezus Chrystus. „Polski papież odbudowywał świątynię naszej duszy”- czytamy w „Magyar Hirlap”.

Ponadto Autor przypomina słynne wezwanie Papieża Polaka: „Nie lękajcie się”. Jak dodaje węgierski pisarz, narody Europy Środkowo-Wschodniej, „wtłoczone w komunistyczną niewolę”, odpowiedziały na to wezwanie. „Władza komunistyczna zaczęła się bać zamiast nich, tak bardzo, że nawet targnęła się na życie papieża” - wskazuje Attila Szalai. Były dyplomata wspomina w swoim tekście moment ogłoszenia wyboru kardynała Karola Wojtyły na papieża - tę informację usłyszał w Polsce, również w Radiu Wolna Europa. Węgier wspomina, że czuł wówczas - po raz pierwszy w życiu - że jest uczestnikiem historycznego wydarzenia.

Amicus