• 20180306_114307.jpg
  • 20180506_202237.jpg
  • 20180507_184304.jpg
  • 20180508_113817.jpg
  • 20180508_140322.jpg
  • 20180509_151605.jpg
  • 20180510_092047.jpg
  • img_1167.jpg

Znak katolickościW powszechnym sformułowaniu ludzi wierzących zazwyczaj słyszymy, iż jesteśmy chrześcijanami. I słusznie. Lecz coraz częściej ze strony duchownych, a może nawet bardziej osób świeckich pojawiają się pytania, uwagi a nawet wątpliwości typu: dlaczego tak mało używamy w naszych rozmowach, wystąpieniach, przemowach, przemówieniach słowa, terminu: katolicki? Czy wstydzimy się tego słowa będąc katolikami? Czy unikamy zaznaczenia naszej pewnej odrębności w stosunku do innych kościołów? Fakt ten nie jest i nie powinien pozostać sam sobie, skoro stanowi przedmiot stawianych wielu pytań, wątpliwości, uwag. Chcę zaznaczyć w tym miejscu i taki fakt, że zauważa się, iż słowo „katolicki” nie zawsze, nawet wśród duchownych, jest należycie rozumiane, wyjaśniane i interpretowane. Co więcej powiem – może się komuś nawet narażę, ale trzeba to jasno wypowiedzieć – że i w instytucjach z nazwy kościelnych słowo, termin „katolicki” wzbudza nie zawsze należyte emocje i zrozumienie. Dla przykładu: dlaczego np. powołuje się w uczelniach rzekomo katolickich „Katedry pedagogiki chrześcijańskiej” a nie „Katedry pedagogiki katolickiej?” skoro przynależymy do Kościoła katolickiego?.Oczywiście nie jest to wyjątek dylematu do tak sformułowanych rzeczywistości. Zachęcam Państwa do lektury poniżej zamieszczonego tekstu, który w dość prosty i zrozumiały sposób przedstawia wyjaśnienie owych kwestii.

Poniższy tekst jest wierną kopią części tzw. „Traktatu o Kościele” (wraz z odpowiedziami na zarzuty adwersarzy). W części tego dzieła ujętego w „§ IV. Odrębne znaki czyli apologetyczne cechy Kościoła” zostały przedstawione wszystkie cztery znamiona Kościoła. W tym miejscu jest przywołany artykuł trzeci dotyczący katolickości”.

„Ponieważ wiele społeczności albo raczej wiele stowarzyszeń religijnych wzajem sobie albo przynajmniej Kościołowi Rzymskiemu odmawia prawa do nazwy Kościoła Chrystusowego, trzeba więc było, aby Boski jego Założyciel w przewidywaniu tych walk i tych sporów wycisnął na rzeczywistym dziele rąk swoich jedną lub wiele cech odróżniających, aby je na zawsze oznaczył znakami apologetycznymi, na tyle widzialnymi, iżby człowiek rozumny i myślący nie mógł się długo wahać w zagadnieniu tak wielkiej doniosłości. Jakoż, uczynił Chrystus to, co powinien był uczynić, i dał Kościołowi cztery wyróżniające go i apologetyczne cechy jedności, świętości, katolickości i apostolskości, o których wzmiankuje Symbol Nicejski i którymi się posługiwali najstarożytniejsi apologeci w walce z heretykami. Zbadamy je uważnie, każdą z osobna, wyjaśniając naturę ich i okazując, że chciał je mieć Odkupiciel, że one bez wątpienia znajdują się tylko w samym Kościele Rzymskim.

Art. 3. Katolickość Kościoła.

1. Kościół Chrystusów powinien być katolicki: symbol apostolski podaje katolickość Kościoła za artykuł wiary, powtórzony przez wszystkie inne symbole. Katolickość znaczy powszechność: powszechność znaczy rozszerzenie we wszelkim znaczeniu i w każdym czasie z jednego jedynego ogniska, z jednego centrum jedności, z którego wychodzi i do którego wraca nieskończone mnóstwo promieni. Kościół katolicki zatem znaczy tyle, co Kościół jeden jedyny, obejmujący w swym łonie wszystkie narody i wszystkie czasy, jeśli one chcą współdziałać z łaską Bożą, która ich doń wiedzie, i z nauką ewangeliczną, która ich doń powołuje. Synagoga, w czasach gdy wykonywała prawne i Boże posłannictwo, była z istoty swej ograniczona do ludu izraelskiego i do jego nielicznych prozelitów; gdyż powołaniem jej było tylko przechować starodawne obietnice odkupienia, figurycznie przedstawiać i przygotowywać przyjście i dzieło Odkupiciela, a tym sposobem być latarnią morską narodom, pośród których Bóg ją umieścił; nie była ona zatem katolicka ani z prawa ani w rzeczywistości.

Chrystus spełnił proroctwa i zastąpił figury rzeczywistością. Rozerwana niegdyś przez rozproszenie ludzi i pomieszanie języków, pierwotna jedność i powszechność nadprzyrodzonej społeczności została wznowiona i rozwinięta w Kościele. Królestwo Mesjasza żadnych nie powinno znać granic; owczarnia Jego nie wyklucza nikogo; światłość Jego świeci dla wszystkich, ewangelia Jego będzie opowiadana wszelkiemu stworzeniu, wszak napis na krzyżu Jego ułożony był w trzech językach ówczesnego cywilizowanego świata; nikt nie wątpi, aby dzieło Jego nie było katolickie; skrupuły św. Piotra co do opowiadania Ewangelii poganom rozwiało owo sławne widzenie, będące jednocześnie aluzją do arki Noego, w której wszystek rodzaj ludzki ocalony został w osobie swych ostatnich od zagłady ocalonych przedstawicieli. Apostołowie tedy dzielą pomiędzy siebie świat cały; wiara rzymska jest przepowiadana i wysławiana już za życia św. Pawła po całym świecie; cudowny dar języków wspomaga i usprawiedliwia tę naukę prawdziwie katolicką. Od drugiego wieku począwszy sam ten wyraz "katolik" jest zwykłym przymiotnikiem Kościoła rzymskiego, i służy za nazwę wyróżniającą go od sekt heretyckich, które bywają uważane za umiejscowione z prawa i z rzeczywistości, jako ograniczone do jednego tylko języka, do jednego kraju, do jednej warstwy ludności. Sekciarze ówcześni – zarówno jak późniejsi – usiłowali sobie przyswoić ten tytuł katolickości, a dla prawdziwego Kościoła wynaleźć inne tytuły, śmieszne a nieraz ubliżające. Ale podwójne to ich usiłowanie pozostało bez skutku: sami nie mogli się doczekać nazwy katolików, a Kościołowi rzymskiemu nie przeszkodzili być i zwać się katolickim. Katolickość tedy jest pewnym i jawnym znakiem społeczeństwa nadprzyrodzonego, założonego przez Chrystusa, a my moglibyśmy już z tego samego zawnioskować, że tylko sam Kościół rzymski może sobie przypisywać ten chwalebny przywilej, gdyż zarówno cała historia jak chrześcijańska tradycja zgodnie utożsamiają dwie te nazwy: Kościół katolicki i Kościół rzymski.

Atoli, zanim ostatecznie do tego wniosku dojdziemy, określimy dokładnie podług Ewangelii i Ojców Kościoła pojęcie katolickości.

1) Katolickość, jest to powszechność w czasie przez wszystkie wieki; ale ponieważ ta kwestia łączy się z apostolskością, o niej przeto na razie mówić nie mamy potrzeby.

2) Katolickość jest to powszechność w prawdzie, w zupełności posiadanej i w zupełności ogłaszanej światu, ale pod tym względem katolickość nie więcej jest znakiem Kościoła, aniżeli czystość nauki ewangelicznej.

3) Katolickość jest to powszechność w środkach zbawienia, z których żaden nie jest opuszczony lub zaniedbany; ale to jeszcze nie zdaje się nam być prawdziwym znakiem Kościoła, tak samo jak:

4) Powszechność w owocach zbawienia.

5) Właściwe i apologetyczne znaczenie katolickości jest to powszechność w przestrzeni, w rozciągłości, w rozszerzeniu, w zastosowaniu do rodzaju ludzkiego.

Zauważyliśmy już wyżej, że jedność nieodzownie jest potrzebna katolickości, która nie jest liczbą jakąś niepowiązaną, nie jest wielością rozproszoną, tłumem rozpierzchłym i rozrzuconym, lecz jest liczbą ściśle spojoną, wielością o węźle społecznym niezniszczalnym, tłumem wtłoczonym w ramy potężnej hierarchii. Otóż, jedność, przez Chrystusa Jego dziełu nadana, nie jest jednością jakąkolwiek, dowolną, abstrakcyjną: jest to jedność w świętym Piotrze i w jego następcach, jedność hierarchiczna, rzymska. A zatem, rzeczywista i konkretna katolickość, jaką Chrystus udzielił swemu Kościołowi, obejmuje w sobie, jako pierwiatek essencjonalny i formalny, rzymskość. Nazwy: katolicki i rzymski nie są bezwzględnie synonimami, ale nawzajem przypuszczać się każą, gdyż żadna z nich, wzięta oddzielnie, bez tego wzajemnego przenikania się nie może być tym, czym ją chciał mieć Chrystus.

Co się tyczy ilości przestrzeni i rozciągłości, wymaganej na to, by katolickość istniała, co do rozmiarów tego znaku Kościoła, jeśli się można tak wyrazić, to zdaje mi się, że one łatwo określić się dadzą, skoro się zważy na dwie rzeczy, absolutnie wymagane do istnienia Kościoła: na działanie jego na świecie i na współdziałanie z nim ludzi. Jak zbawcza wola Odkupiciela rozciąga się do wszystkich dusz ludzkich, żadnej z nich nie wyłączając od udziału w łaskach do zbawienia koniecznych, tak samo też wola czyli zbawcze posłannictwo Kościoła, ustanowionego przez Chrystusa dla dalszego prowadzenia Jego dzieła odkupienia, rozciąga się do wszystkich ludzi, do wszystkich jednostek, niosąc wszystkim w skutecznej ofierze zewnętrzne środki zbawienia, Bożą mocą ustanowione dla ich zbawienia. Pod tym względem Kościół jest absolutnie katolicki, bez żadnych zastrzeżeń powszechny, i to począwszy od pierwszej chwili swego istnienia.

Atoli, zbawcza wola i łaski Zbawiciela tylko pod tym warunkiem bywają w zupełności skuteczne, jeśli ludzie chętnie się na nie zgadzają i z nimi współdziałają; ponieważ zaś warunek ten, niestety, w niezliczonym mnóstwie wypadków nie bywa zachowywany, przeto skuteczność odkupienia ograniczała się do bardzo szczupłych rozmiarów; wielu jest powołanych, ale mało wybranych. Czyżby z tego miało wynikać, że Zbawca nie jest powszechny, że krew Jego nie za wszystkich została wylana? Wcale nie, tylko z tego wynika, że aczkolwiek bez nas jesteśmy powołani, bez nas jednak nie możemy być zbawieni. Toż samo się ma z Kościołem: jest on katolicki przez swe posłannictwo, przez swą władzę, przez swą moc zbawczą, przez swój prozelityzm, podtrzymywany łaską niebieską, która sama jedna może dokonywać prawdziwych nawróceń; ale katolickość ta nie mogłaby się urzeczywistnić w faktach zewnętrznych, gdyby jednostki i narody nie zgodziły się słuchać nauki i iść za wołaniem łaski. Opór z ich strony, ociąganie się, apostazja, wcale nie pozbawiają Kościoła katolickości życia, posłannictwa i działania; jak był on katolicki już w dni pierwszych Zielonych Świątek, zanim jeszcze słowo Piotrowe zdziałało pierwsze nawrócenia, tak samo był katolicki, gdy pierwociny apostolstwa, ów pusillus grex przepowiedziany przez Odkupiciela [(Łk. 12, 32)], był zamknięty w samej tylko Jerozolimie, gdy cały zawierał się w katakumbach lub na pustyniach, gdy był zdruzgotany przez okropny najazd barbarzyńców, i gdy dziś jeszcze zdaje się być maleńką tylko owczarnią w porównaniu z setkami i setkami tysięcy ludzi, żyjących w mahometanizmie, buddyzmie i w chrześcijańskich herezjach. Katolickość zatem, jako znak Kościoła, nie jest sprawą z zakresu arytmetyki i geometrii, albo statystyki lub geografii. Zapewne, że Duch Święty, który go ożywia w apostolskich walkach, bezustannie dostarczać mu będzie nowych zdobyczy i łamać przed nim będzie najtwardsze zapory. Ale nie dla tego będzie on więcej katolicki, aniżeli poprzednio, że o jakiś milion dusz więcej liczyć będzie zwolenników, że wysyłać będzie misjonarzy w kraje dotychczas nieznane; tak samo jak nie będzie mniej katolicki dla tego, że lud jakiś odeń odpadnie, albo że gorący klimat lub zatruta strzała człowieka dzikiego zniszczą działalność misjonarską na całym jakimś kontynencie: istotowa, zasadnicza, apologetyczna katolickość polega na posłannictwie i na skutecznej a przez łaskę Bożą rzeczywiście podtrzymywanej woli opowiadania Ewangelii wszystkiemu stworzeniu bez różnicy plemion i narodowości, obyczajów i prawodawstwa.

  1. A teraz pytamy, jakiż jest prawdziwy Kościół Chrystusów, i z góry odpowiadamy: jest nim Kościół katolicki. Ale któryż to jest z szeregu istniejących Kościołów? Czy Kościół Rzymski? Czy on ma prawo nazywać się katolickim z wyłączeniem innych? Czyż Kościół katolicki nie jest ogółem wszystkich po świecie rozproszonych gmin chrześcijańskich? Czyż każda z nich nie stanowi dla siebie katolickości, tak jak stanowi chrześcijańskość dla siebie, a każdy chrześcijanin czyż nie jest katolikiem?
  2. Jedność konkretna i historyczna, dla katolickości Kościoła konieczna, a mianowicie, jedność w św. Piotrze i w jego następcach znajduje się tylko w Kościele rzymskim: a zatem sam tylko Kościół rzymski jest katolicki; i żadna parafia, żadna osoba nie może się zwać katolicką, jeśli dodać nie może, że jest rzymską, – wiary rzymsko-katolickiej.
  3. Wielość razem złączonych sekt heretyckich, nie może utworzyć Kościoła katolickiego, dopóki się nie złączy ze Stolicą Apostolską Rzymską; nie można by przeciwstawiać wszystkich Kościołów dysydenckich Kościołowi rzymskiemu dla wykazania, że liczbą swych wyznawców równają się lub nawet przewyższają liczbę wyznawców Kościoła katolickiego: pomimo swej liczby nie stanowią one jednego Kościoła, lecz pozostają zawsze sektami.
  4. Tym bardziej nie można przeciwstawiać liczbie katolików liczbę wszystkich pogan, mahometan, żydów, protestantów; bez wiary Chrystusa nie masz Kościoła; nadto dziecinny to iście argument albo raczej dziecinna to zabawka rozdymać do olbrzymich rozmiarów statystykę niewierzących lub niechrzczonych, by przygnieść nią Kościół rzymski; jednego to tylko dowodzi, a mianowicie, olbrzymiej siły, jaką na nieszczęście posiada ród ludzki do opierania się łasce Chrystusowej i działaniu Chrystusowego Kościoła.
  5. Nie masz chrześcijańskości przewyższającej poszczególne Kościoły i wynikającej z ich przypadkowego i sztucznego ugrupowania: ta ich chrześcijańskość nie jest społeczeństwem, prawdziwa katolickość, założona przez Chrystusa, do niego się nie odnosi. Nie każdy chrześcijanin jest tym samym katolikiem.
  6. Wskutek charakteru swego extraterytorialnego, wskutek swego pochodzenia niezależnego od czynników świeckich, wskutek posłannictwa międzynarodowego, albo raczej ponadnarodowago, Kościół rzymski jest bezwzględnie katolicki, dostępny dla wszystkich, jak św. Paweł, oddający się wszystkim, i dozwalający wszystkim jednoczyć się z sobą w sferze, wyższej ponad wszelkie podziały geograficzne lub etnograficzne, ponad wszelkie swary polityczne lub społeczne, ponad wszelkie sprawy czysto ludzkie i doczesne.
  7. Przeciwnie zaś, sekty heretyckie są historycznie terytorialne i narodowe, to jest wyszłe z ruchu wyłącznie miejscowego i nie mające, rozumie się, na względzie zjednoczenia wszystkich ludzi wokoło centrum kościelnego, określonego przez Chrystusa. W herezjach trudno dopatrzyć ducha prozelityzmu, pochodzącego z pobudek czystej nadprzyrodzonej miłości; nie ma w nich ani materialnego pierwiastku katolickości, którym jest prawna i faktyczna nieograniczona rozciągłość, ani też pierwiastku formalnego, którym jest jedność rzymska, służąca za ognisko i za bodziec do tego rozszerzania się w przestrzeni. A przeto nie w nich szukać trzeba prawdziwego Kościoła Chrystusowego.
  8. Zgodnie z tym cośmy powiedzieli o wewnętrznej łączności zbawczej woli Bożej z katolickością Kościoła, wnioskujemy tu wreszcie, że ta wola Boża spotyka się wyłącznie i jedynie w Kościele rzymskim: Komuż to bowiem jeśli nie św. Piotrowi i apostołom powierzył Chrystus wykonanie swego zamiaru zbawienia wszystkich ludzi drogą głoszenia nauki wiary i udzielania Sakramentów św.? Komuż, jeśli nie Piotrowi znowu powierzył On razem z kluczami swego Królestwa władzę przyjmowania do Kościoła i wprowadzania do nieba? Komuż znów, jeśli nie temuż Piotrowi i apostołom, obiecał swą asystencję przy spełnianiu tego widocznie nadludzkiego zadania? Tymczasem, gdzież ci apostołowie, gdzie ich dziedzictwo, gdzie jest ciąg dalszy ich zbawczego działania? W samym tylko św. rzymskim Kościele; gdyż poza papieżem nie masz następcy Piotra, a poza episkopatem nie masz następców apostołów. A zatem wola Boża zbawienia ludzi oraz widzialne i niewidzialne środki urzeczywistnienia tej woli Bożej znajdują się tylko w Kościele rzymskim; i katolickość, taka jak ją Chrystus pojmował i chciał, znajduje się tylko w tymże Kościele. Sekty heretyckie, o których tu mowa (4), są fałszywymi owczarniami wąskimi i zamkniętymi: tylko sam Kościół rzymski jest prawdziwą owczarnią powszechną, otworem stojącą dla zbawienia wszystkich.

III. Aczkolwiek z góry rozwiązaliśmy zarzuty, podnoszone przeciw naszemu założeniu, to jednak streścimy tu główniejsze z nich przynajmniej:

1) Katolickość oparta na jedności, zwłaszcza na jedności rzymskiej, jest wynalazkiem papistowskich teologów, opartym na dowodach pozornych raczej, aniżeli poważnych.

2) Zresztą, nie ma takiej religii, która by się mogła zwać katolicką, zarówno rzymska jak inne, rzymska może nawet mniej, niż inne.

3) Boć jeśli ona była katolicka nawet wtedy, gdy jeszcze była bardzo nieliczna, w pierwszym okresie swego istnienia, to dla czegóż by sekty protestanckie, nawet mniej rozpowszechnione aniżeli ona, nie miały być katolickimi teraz, jak ona była wówczas?

4) Papiescy teologowie wyznają, że religia ich stała się katolicką dopiero po długim okresie czasu; a nawet i potem katolickość jej nastąpiła nie od razu, lecz powoli w miarę przechodzenia religii z kraju do kraju: otóż, kto może na tyle przewidzieć przyszłość, iżby mógł twierdzić, że i heretyckie sekty nie dojdą z czasem do całkowitego rozkwitu, albo że i one też nie odbędą tej pielgrzymki po całym świecie, wystarczającej do katolickości?

5) Wreszcie, jeśli romanizm jest wszędzie, to protestantyzm również jest wszędzie; jeśli romanizm rozwija pod każdym względem gorliwą propagandę, to protestantyzm czyni toż samo, a nawet i więcej; wreszcie, jeśli romanizm stosuje się i nagina do wszystkich okoliczności i do wszystkich zewnętrznych wymagań, to bardziej jeszcze protestantyzm, który jest tak niewybredny, że wszystko obejmuje w swym obszernym dogmatyzmie i swobodnej moralności.

1-o Odpowiedź. l-o Nasza teoria katolickości bynajmniej nie jest jakąś hipotezą lub sztuką jakąś obrończą, lecz stwierdzeniem i wyrażeniem faktu, najoczywiściej zawartego w historii ewangelicznej. Sformułowanie tej katolickości, takie jakieśmy wyżej podali, bardzo wyraźnie występuje naprzód z rozbioru, a następnie z całości słów i czynów Chrystusa.

2-o Kościół rzymski może i powinien zwać się katolickim z powodu swego urządzenia, swej samodzielności i niezależności, z powodu swego Boskiego posłannictwa i środków, do jego spełnienia sobie udzielonych. Że miliony ludzi pozostają Kościołowi obce, dowód to tylko, że ludzie są wolni, i że Bóg nie czyni wiecznie samych tylko fizycznych i moralnych cudów, jakie by musiał czynić od osiemnastu wieków i na każdym kroku, by nikt się nie mógł uwolnić z pod działania Jego Kościoła; ale to jeszcze nie dowód, aby ten Kościół nie był powszechny czyli katolicki w wyłożonym powyżej znaczeniu. Arytmetyka i statystyka nic w tej sprawie nie znaczą; cóż to bowiem znaczy, że jakaś sekta posiada o wiele milionów zwolenników więcej aniżeli Kościół, jeśli jej zbywa na tej indywidualności, na tej jedności, która się zowie Piotrem, synem Jana, i która powinna dźwigać na sobie całą budowę? Miliony sekciarzy protestanckich, anglikańskich, kalwińskich nie większego nabawiają nas kłopotu, jak miliony buddystów lub mahometan; ani tamci ani ci nie stanowią Kościoła, tym mniej przeto mogą być Kościołem katolickimi!

3-o Niepodobna zatem przyrównywać sekty dzisiejsze do Kościoła pierwotnego. Jakkolwiek był on nieliczny, posiadał jednak zawsze trzy pierwiastki, stanowiące istotę katolickości: jedność, siłę rozszerzania się i zbawcze posłannictwo. Liczne czy nieliczne, sekty heretyckie żadnego z tych pierwiastków nie znają.

4-o W błędzie są ci, co myślą, że Kościół dopiero stopniowo stawał się katolickim, a jest nim jedynie wskutek swego przechodzenia z kraju do kraju. Sąd taki jest połowiczny, zamyka bowiem oczy na wewnętrzne pierwiastki katolickości, a sądzi z jej zewnętrznych danych, z pozorów, w naszym rozumieniu rzeczy, drugorzędne zajmujących miejsce.

5-o Przyznaję, że protestantyzm jest bardzo rozpowszechniony, bardzo żarliwy w dalszym rozszerzaniu się, bardzo wyrozumiały na przesądy, to znaczy na namiętności swych prozelitów; ale apostolat katolicki nie ustępuje protestanckiej propagandzie pod względem rezultatów ilościowych, zwłaszcza uczciwie zdobytych i stałych, a co najważniejsza, katolickość naszego Kościoła jest rezultatem siły jego wewnętrznej i odśrodkowej: ducha prawdy, ducha świętości, Boskiej asystencji, podczas gdy liczebność, elastyczność i wyrozumiałość protestancka jest skutkiem czynników zewnętrznych i materialnych, skutkiem słabości natury ludzkiej, od której w protestantyzmie wszystko się zaczyna i na której wszystko się kończy.

Ks. Jules Didiot