• fot-01.jpg
  • fot-02.jpg
  • fot-03.jpg
  • fot-04.jpg
  • fot-05.jpg
  • fot-06.jpg
  • fot-07.jpg
  • fot-08.jpg

PrelegenciSłyszymy dziś o panującej cywilizacji postępu, cywilizacji techniki, nauki, badań. Jeszcze nie tak dawno dość powszechnie mówiono o cywilizacji miłości. Czy jednak nie nadszedł czas, by mówić o cywilizacji samotności? Użyłem tytułu cywilizacja samotności, choć chyba trafniejsze byłoby określenie „cywilizacja osamotnienia”. Współczesny człowiek w sposób świadomy wyklucza się, eliminuje się ze społeczeństwa, zamyka w swojej egoistycznej świadomości szukając namiastki bycia z drugim człowiekiem poprzez ekran komputera, telewizora, telefonu czy smartfona. Narzędzia te, jakkolwiek służące człowiekowi stały się obecne przeciwko niemu. Trzeba przyznać, że coraz bardziej wyniszcza nas współczesna cywilizacja osamotnienia i nie pomoże nam w żadnym stopniu setki czy tysiące znajomych na Facebooku. „Kobieto puchu marny” - pisał niegdyś Adam Mickiewicz, zapewne jednak gdyby dziś powstał z grobu i zobaczył dzieła komunikacji ludzkiej, szybko porażony zawałem powróciłby do miejsca wiecznego spoczynku. Wytworem naszych czasów są osoby, które tak bardzo boją się samotności, że ledwie zakończą jeden związek (czy raczej jeden akt własności), a już w ciągu 2-3 dni zawiązują nową „umowę”. Przypomina to stosunek dziecka do starej zabawki, która już mu się znudziła, więc kupuje nową. Nie wierzę, że te relacje oparte są na prawdziwym uczuciu. Takie oto myśli, refleksje, stwierdzenia, wnioski pojawiały się w referatach uczestników-prelegentów Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej poświęconej osamotnieniu i samotności, zorganizowanej przez Katedrę Pedagogiki Katolickiej i Fundację Campus w Stalowej Woli w dniu 21 listopada 2017 roku.

Stworzono kolejny substytut relacji, pozwalający nie wychodzić z domu (i nie zapraszając doń znajomych). Samotności, która w dzisiejszych czasach rozzuchwaliła się do tego stopnia, iż atakuje nawet w tłumie. Wydaje się nawet, że szczególnie upodobała sobie to miejsce. Ta bestia nie ma względu na osoby. Determinuje i degeneruje. Boimy się jej, a jednocześnie dążymy do niej, niczym przysłowiowe ćmy do ognia. A przecież nie da się żyć bez innych ludzi, dlatego szukamy substytutów. I o dziwo, starsze pokolenie wyrzuca nam spędzanie długich godzin przed komputerami. A jednocześnie wielu rodziców blokuje swoje dzieci, nie pozwalając im wyjść na podwórko bez nadzoru, bo „coś złego może im się przytrafić”. Tak naprawdę wyrządzają im jeszcze większą krzywdę. Pozbawiają swoje pociechy dzieciństwa, które sami mieli. Zamiast pamiętnych trzepaków, boisk, rzek, lasów, „Indian”, zabawy w „policjantów i złodziei” i wieloletnich przyjaźni wolą im dać telewizor, telefon, komputer, smartfona. W taki sposób miliony dzieci i młodzieży na całym świecie zostało uwięzione w wirtualnym świecie, tworząc sobie substytut drugiego człowieka w postaci spotykanych avatarów innych graczy. Całe bogactwo kontaktów z innymi ludźmi zostało przeniesione na serwery.

Niestety relacje wirtualne są często dla dzieci jedyną możliwością kontaktu z innymi ludźmi, zwłaszcza w rodzinach 2+1, gdzie rodzice non-stop pracują, sami nie mając czasu na budowanie relacji z innymi ludźmi. Dawniej gracze byli kojarzeni raczej z dziećmi, dziś mają już strukturę pokoleniową, a określenia „nolife”, czy „nerd” nie trzeba nikomu tłumaczyć. Uodporniliśmy się na ospę, dżumę i tysiące innych chorób. Warto stawiać pytanie, czy nasz system obronny znajdzie również jakąś metodę na walkę z osamotnieniem?

Amicus