• 01.jpg
  • 02.jpg
  • 03.jpg
  • 04.jpg
  • 05.jpg
  • 06.jpg
  • 07.jpg
  • 08.jpg

MłodziCzy nie czas powstać z upadku i przyjąć przebaczenie Pana? Doskonale wiemy, że obecny kryzys jest trudnym doświadczeniem, ale zawsze jest czas na nawrócenie i powrót na ścieżki Pańskie. Kryzys dotknął niemal cały Kościół. Najbardziej odczuwają jego skutki katolicy Europy Zachodniej i Ameryki Północnej. Trudno wyobrazić sobie przyszłość Kościoła. Gdy pytamy o frekwencję wiernych na niedzielnych mszach świętych: to odpowiedź mieszkańców Europy Zachodniej czy Ameryki dowodzi, że frekwencja spadła drastycznie i nadal spada. W niektórych diecezjach nie ma żadnego, choćby jednego powołania kapłańskiego lub zakonnego. W wielu środowiskach młodzi ludzie prawie w ogóle zrezygnowali z zawierania związków małżeńskich w Kościele i trzymają się z dala od wszelkich związków z Kościołem. Tak mówią statystyki i taki kreślą wizerunek Kościoła Europy Zachodniej i Ameryki. I nie ma nawet sensu z tym dyskutować. Możemy jednak na tej podstawie snuć naszą refleksję o Kościele. Możemy zapytać o przyszłość Kościoła i spróbować narysować obraz pokazujący wiarę ludzi młodych.

 Dwa lata temu grupa socjologów i psychologów brytyjskich przeprowadziła badania wśród 707 młodych Brytyjczyków, wywodzących się z rodzin katolickich. Badania podjęły próbę objęcia głębszym zrozumieniem tę pustą przestrzeń, która powstała po odejściu młodych. Większość była zaszokowana wynikami: otóż 95 procent z nich doświadczyło w najprzeróżniejszy sposób obecność Boga, 89 procent doświadczyło osobistego spotkania z Chrystusem. Na pytanie, jaki temat zajmuje najwięcej miejsca w rozmowach prowadzonych przez młodych, padła odpowiedź: - najmniej rozmawiamy o religii i polityce. Najwięcej o rodzinie i relacjach międzyludzkich. Czy to jest dowód na to, że Kościół na Zachodzie w pełni już doświadcza istnienia w społeczeństwie zsekularyzowanym? Wygląda, że tak. Badania socjologiczne podaja jednak, że w dalszych wynikach ankiety, młodzi nie dyskutują o religii, ponieważ nie dyskutują o doktrynie, moralności i rytuałach. Nie interesuje ich religia jako sformalizowany element ludzkich zachowań. Bóg i wiara zajmuje poczesne miejsce w rozmowach młodych na temat relacji.

Czy idąc za młodymi nie powinniśmy sami przewartościować naszego myślenia o Kościele? Czy prawdziwy Kościół to liczba ludzi na niedzielnej mszy świętej, czy nawet młodych mężczyzn w seminariach duchownych? Prawdziwy Kościół powinien być odkrywany w relacji człowieka z Bogiem, w relacji z sobą samym i w relacji z drugim, innymi. Także w relacji z całą przyrodą, ze środowiskiem naturalnym. Na tych odkryciach Kościół instytucjonalny powinien uczyć się jak ewangelizować młodego człowieka – w Europie, w Ameryce i na całym świecie. Ewangelizację trzeba tu jednak rozumieć jako umiejętność komunikacji. Komunikacja natomiast zaczyna się od słuchania. Inaczej będziemy mówili tylko do samych siebie.

Ewangelizacja nie jest też pustym wskazywaniem, gdzie młodzi powinni szukać Bożej łaski. Jest to bowiem także odkrywanie tych miejsc, gdzie Boża łaska jest już w nich obecna. Ażeby tego dokonać należy przede wszystkim samemu zacząć uczyć się pokory. Pokora jest tu wartością fundamentalną. W przeciwnym razie będziemy służyć tylko samym sobie, a nie innym. Bez słuchania w pokorze nasza służba będzie fałszywa. Musimy mocno wziąć sobie do serca, czym jest życie ewangeliczne, które znajdujemy w Nowym Testamencie: kainonia (przyjaźń), diakonia (służba), kerygma (zwiastowanie) i eucharistia (dziękczynienie). Kościół powinien się dzisiaj poważnie zastanowić nad tym: jak zacząć autentycznie budować dwie pierwsze wartości, czyli przyjaźń i służbę. Kiedy Jezus budował swoje relacje z ludźmi, nie kończył rozmowy: - Do zobaczenia w sobotę w synagodze. – On budował relacje przyjaźni, wspólnoty, zaufania i miłości.

W ostatnich 30-tu latach społeczeństwo zachodnie przeżyło ogromną zmianę. Pomału zmiany te sięgają Europy Centralnej i Wschodniej. Wielu ludzi, szczególnie młodych, nie potrafi się w tym wszystkim odnaleźć. Kościół musi więc zacząć ich słuchać, gdyż oni są jego przyszłością. Średnie i starsze pokolenie zaszyło się w bunkrach swoich luksusów i pasywnego życia. Tymczasem młode pokolenie – jak żadne inne – boleśnie przeżywa swoje wyalienowanie, swoją samotność. To jest szansa dla Kościoła, aby to miejsce wypełnić. Młode pokolenie nie zrozumie jeśli wyjdziemy do nich w pierwszym rzędzie z kazaniem i celebracją liturgiczną. To pokolenie potrzebuje zwykłego ludzkiego wsparcia, tworzenia przyjaznych więzi. Możemy to uczynić, jeśli nasze serca będą otwarte na przyjmowanie w miłości. Starsze pokolenia wspominają z nostalgią „stare, dobre czasy, kiedy kościoły pełne były ludzi, seminaria duchowne młodzieży”. Tylko, że dzisiejsze czasy to czas głodu miłości, prawdziwej przyjaźni. Nic nie jest jednak stracone. Wszystko można zyskać. Tylko, czy ludzie Kościoła zgodzą się na intensywną kurację miłością?

Amicus