• 01.jpg
  • 02.jpg
  • 03.jpg
  • 04.jpg
  • 05.jpg
  • 06.jpg
  • 07.jpg
  • 08.jpg

MłodziCzy nie czas powstać z upadku i przyjąć przebaczenie Pana? Doskonale wiemy, że obecny kryzys jest trudnym doświadczeniem, ale zawsze jest czas na nawrócenie i powrót na ścieżki Pańskie. Kryzys dotknął niemal cały Kościół. Najbardziej odczuwają jego skutki katolicy Europy Zachodniej i Ameryki Północnej. Trudno wyobrazić sobie przyszłość Kościoła. Gdy pytamy o frekwencję wiernych na niedzielnych mszach świętych: to odpowiedź mieszkańców Europy Zachodniej czy Ameryki dowodzi, że frekwencja spadła drastycznie i nadal spada. W niektórych diecezjach nie ma żadnego, choćby jednego powołania kapłańskiego lub zakonnego. W wielu środowiskach młodzi ludzie prawie w ogóle zrezygnowali z zawierania związków małżeńskich w Kościele i trzymają się z dala od wszelkich związków z Kościołem. Tak mówią statystyki i taki kreślą wizerunek Kościoła Europy Zachodniej i Ameryki. I nie ma nawet sensu z tym dyskutować. Możemy jednak na tej podstawie snuć naszą refleksję o Kościele. Możemy zapytać o przyszłość Kościoła i spróbować narysować obraz pokazujący wiarę ludzi młodych.

AntychrystAntychryst ustanowi antykościół, który będzie małpować Kościół, gdyż on, szatan, jest małpą Boga. [Ów antykościół] będzie posiadał wszystkie cechy Kościoła, ale w wypaczonej postaci. Antychryst nie będzie nazywany antychrystem, gdyż nie miałby wówczas żadnych zwolenników. Nie będzie nosić czerwonych rajtuz, nie będzie zionąć siarką, nie będzie też dzierżyć wideł ani wymachiwać zakończonym strzałką ogonem niczym Mefistofeles w "Fauście". Ta maskarada pomogła szatanowi przekonać ludzi o swoim nieistnieniu. Gdy nikt go nie uznaje, tym większą ma on moc. Bóg określił samego siebie mianem „Ja, który jestem”; szatan definiuje siebie jako „ja, którego nie ma”. Nigdzie w Piśmie Świętym nie znajdziemy potwierdzenia dla powszechnego mitu o szatanie jako błaźnie przebranym za pierwszego "czerwonego". Zamiast tego opisywany jest on jako upadły anioł z nieba, jako "książę tego świata", którego celem jest wmawianie ludziom, że inny świat nie istnieje. Jego logika jest prosta: jeśli nie ma nieba to nie ma też piekła; jeśli nie ma piekła to nie ma też grzechu; jeśli grzech nie istnieje, to nie ma też sędziego, a jeśli sąd nie istnieje, to zło jest dobre, a dobro - złe. Lecz przede wszystkim, ponad tymi wszystkimi opisami, nasz Zbawiciel mówi nam, iż szatan będzie tak bardzo podobny do Niego, że oszuka nawet wybrańców – i na pewno żaden szatan kiedykolwiek widziany w książkach obrazkowych nie mógłby oszukać wybrańców.

podziękowanieNie często zamieszczamy na naszej stronie listy, szczególnie, gdy one dotyczą naszego obowiązku. Tym razem pozwalamy sobie zamieścić list, jaki otrzymaliśmy od Uczestniczki organizowanych przez nas konferencji. Jest nam bardzo miło, że wielu postrzega naszą pracę, a powiedziałbym bardziej - jako naszą służbę – w duchu pomocy innym. Cieszymy się tym, że jest to praca, która przynosi konkretne owoce i jest uznawana w duchu chrześcijańskim, jako dobro na rzecz innych. W przeciągu paru lat jedynie trzy zdarzenia mieliśmy dla nas przykre, gdy ktoś potraktował naszą pracę w nieco innym rozumieniu. Pozwalamy sobie podzielić się treścią otrzymanego listu, w którym m.in. czytamy:

„Szanowni Państwo, Bardzo dziękuję za całoroczną współpracę. Chciałabym złożyć Ks. prof. dr hab. Janowi Zimnemu oraz całemu Zespołowi podziękowania i wyrazy szacunku. Z największą przyjemnością uczestniczyłam w wydarzeniach organizowanych przez Katedrę Pedagogiki Katolickiej KUL i Wydawnictwo, głównie konferencjach naukowych, na których spotkałam wielu wspaniałych, mądrych, ciepłych i życzliwych ludzi. Cenię sobie bardzo współpracę z Państwem i doceniam wysiłek Państwa, dający duże szanse rozwoju naukowego zarówno studentom, jak i pracownikom naukowym. Życzę wielu sukcesów i udanego letniego wypoczynku. Bożena Frączek, Katedra Bankowości i Rynków Finansowych, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach”.

Fot. 03Okazuje się, że czas wakacji można przeżywać w bardzo różny sposób. Jedni w tym okresie wyjeżdżają w dalekie strony na plaże, inni nad oceany i morze, inni w gronie najbliższych spędzają je w swoim środowisku rodzinnym, a jeszcze inni uaktywniają swoje cenne pomysły idące w parze z pomocą dla innych. Okazuje się, że niekiedy pomysły przeżywania wolnego czasu stanowią piękne i szlachetne wyzwanie dla innych. Wspominałem przed paroma dniami, że coraz częściej otrzymujemy od naszych Czytelników wiele ciekawych listów, uwag, propozycji itp. Piszący zwracają się do nas z wieloma sprawami, niekiedy prosząc nas o podjęcie współpracy, włączenie się w konkretne projekty, czy też podjęcie daleko idących idei szlachetnych i godnych uwagi. Otóż, w dniu dzisiejszym, to jest 21 lipca br. otrzymałem kolejny list – prośbę, z którą chciałbym się podzielić z Państwem. Być może i ktoś z Was – Czytelników -  zainteresuje się inicjatywą przedstawioną w liście i razem będziemy mogli wiele dobra uczynić tym, którzy go oczekują. Proszę więc o zapoznanie się z listem i ewentualnie swoje uwagi, pomysły czy propozycje proszę przesyłać drogą mailową na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

A oto treść nadesłanego listu: „Szanowny Księże Profesorze, jestem studentem medycyny, od października rozpocznę piąty rok studiów na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Obecnie staram się stworzyć i rozwinąć Polsko-Ukraińską Fundację Pomocy Medycznej (PUFPM) [przy czym zaznaczę, że jest to wstępna nazwa]. Chciałbym poniżej w krótkich słowach przybliżyć Księdzu Profesorowi ideę Fundacji.

SZATANEWiara w reinkarnację sprawiła, że przestałem w ogóle przejmować się cierpieniem bliźnich, ponieważ byłem przekonany, że tragedie i niedole ludzkie są wynikiem grzechów z poprzedniego życia. Obojętność i znieczulica opanowały moje serce. Uzasadniałem moje postępowanie wiarą w to, iż jeżeli pomógłbym człowiekowi w kłopotach, to w następnym życiu i tak będzie musiał spłacić swój „dług". Nie pomagając mu przyspieszam proces oczyszczenia duszy, czyli dokonuję dobrego uczynku. Czy to jest miłość? Jestem przykładem człowieka, który przez pierwsze 21 lat swojego życia był wychowywany wedle zamiarów diabła. Nie będąc ochrzczony, w wieku sześciu lat zauważyłem, że moi rodzice zmieniają kolor ciała. Pamiętam jak podszedłem do mojego ojca i zapytałem: „Tatuś, dlaczego jesteś pomarańczowy? A teraz dlaczego jesteś błękitny?" Mój ojciec bardzo się martwił. Podejrzewał, że jestem chory psychicznie. Moje pytanie wynikało z faktu, że zacząłem widzieć aurę (inaczej: Tumo, Prana, Ci lub Ki), która zmienia swoje zabarwienie w zależności od sytuacji psychofizycznej człowieka. Niezrozumiany przez otoczenie (nie tylko rodziców, także przez kolegów) zamknąłem się w sobie i popadłem bardzo szybko w kompleks wyższości. Dlaczego? Ponieważ stopniowo doskonaląc zdolności parapsychiczne mogłem wiedzieć i widzieć u innych to, co dla nich samych było nie dostrzegalne. Skupiłem się na głosie w umyśle, który instruował mnie, w jaki sposób rozwijać te umiejętności do entej potęgi.

ReinkarnacjaSiostra Michaela Pawlik w latach 1967-1981 przebywała w Indiach jako świecka pielęgniarka. Jechała tam z przekonaniem o głębi tamtejszej mistyki i pięknie hinduskiej duchowości, jednak to, co później przeżyła w Indiach, całkowicie zburzyło jej idylliczne wyobrażenia. Na własnej skórze się przekonała, jak bardzo niebezpieczne i złudne są uroki duchowości Wschodu – z wiarą w karmę, dharmę oraz reinkarnację. Po przyjeździe do Indii pracowała w ośrodku zdrowia przy katolickiej misji. Zżyła się z miejscowymi ludźmi, nauczyła się ich języka i bardzo dobrze poznała ich mentalność, zwyczaje oraz wierzenia. Mieszkała w rejonie, gdzie ludzie żyli duchowością hinduizmu nieskażonego wpływami europejskimi. Siostra Michaela wspomina: „Wkrótce po tym, jak zaczęłam pracę w ośrodku zdrowia, zaszokowały mnie ofiary indyjskiej religii… Proszę sobie wyobrazić, przynoszą mi do ośrodka zdrowia dziecko, które zostało oślepione, z oczodołów leje się ropa. »Ratuj go!«. »Co się stało?!« – pytam. Okazuje się, że w świątyni dokonano liturgicznej ceremonii przygotowania do pełnienia dharmy przez ten ród, z którego pochodził ten chłopak. Trzeba go było okaleczyć. A dharmą tego rodu było żebranie, więc żeby skutecznie żebrał, trzeba go było oślepić… W tym celu niektórzy potrafią ręce obciąć do łokcia, pozbawić oczu czy kręgosłup połamać tak, że powstaje straszna karykatura postaci ludzkiej”.

Andreas LaunW teologii katolickiej, w całym Kościele katolickim w krajach obszaru niemiecko- oraz anglojęzycznego, pozwalano na sytuację, w której przez całe dziesięciolecia wolno było głosić idee heretyckie. Ten proces się rozszerzał i ostatecznie doprowadził do przemiany świadomości wielu chrześcijan. Musiał przyjść czas, kiedy ilość tego typu poglądów wzrosła tak bardzo, że zaczęto je wprost artykułować - mówił w 1996 roku biskup Salzburga, Andreas Laun). Poniżej zamieszczamy fragment jego wywiadu jakiego udzielił na temat nieposłuszeństwa w Kościele katolickim w kontekście stworzenia przez tzw. katolików liberalnych stowarzyszenia „My jesteśmy Kościołem” między innymi w Austrii. Wywiad ma ponadczasowy wymiar, dlatego warto raz jeszcze wgłębić się w treść rozmowy z biskupem. Organizatorzy inicjatywy „Jesteśmy Kościołem" twierdzą, że realizują jedynie idee Soboru Watykańskiego II, który uznał powszechne kapłaństwo wiernych i przyznał nowe zadania świeckim. Dlatego uważają oni, że w ich postulatach przejawia się działanie Ducha Świętego, bo to oni reprezentują większością prawdziwy Lud Boży. Co ksiądz biskup sądzi o takiej argumentacji?

SamotnySwoje świadectwo dedykuję wszystkim, którzy określają siebie jako "wierzący, ale niepraktykujący". Przez wiele lat sam mówiłem o sobie właśnie w ten sposób. Szedłem w złym kierunku, bo w istocie byłem zamknięty na działanie Boga. Teraz, mając już 30 lat, czuję się jak raczkujące niemowlę w nowej rzeczywistości świata, którą otworzył przede mną Pan Bóg za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, Królowej Polski z Jasnej Góry. Mam na imię Bartosz. Całe swoje życie uważałem się za katolika, ale tak dokładnie chyba nie rozumiałem, jaki skarb odziedziczyłem po swoich dziadkach i rodzicach. Mając 19 lat, wróciłem do Polski z zagranicy, gdzie skończyłem szkołę. Przebywałem tam w zasadzie sam, przez 3 lata. Ten okres był niestety wypełniony nie tylko nauką, ale także brnięciem w rzeczy niegodne człowieka wierzącego. Właściwie to traktowałem ten czas jako zabawę. Po powrocie do kraju kontynuowałem ten rozrywkowy styl funkcjonowania. Miałem wielu znajomych i przyjaciół, którzy imponowali mi swoim statusem społecznym albo tym, że byli "kimś" w towarzystwie dzięki kasie, którą dysponowali. Niestety, nie potrafiłem być sobą. Płynąłem z prądem. Żyłem według zasad innych, które sam przyjąłem za własne priorytety.